Title: Something in the darkness
Fandom: Pandora Hearts
Rated: M (gwałt, sado maso, sad end..)
Rodzaj: Oneshot
Uwagi: Gilbert x Oz. Takie coś niejrockowe, z dedytką bo na życzenie Zuzu~ Sorka za wszelkie błędy, gdyż szczerze to tylko zaczęłam czytać Pandore, więc niezbyt ma sie to z akcją w mandze/anime >< Ogólnie to opowiadanie jest porypane i bezsensu, ale to tam XD Plus: kursywa = myśli, *** = zmiana narratora.
Fandom: Pandora Hearts
Rated: M (gwałt, sado maso, sad end..)
Rodzaj: Oneshot
Uwagi: Gilbert x Oz. Takie coś niejrockowe, z dedytką bo na życzenie Zuzu~ Sorka za wszelkie błędy, gdyż szczerze to tylko zaczęłam czytać Pandore, więc niezbyt ma sie to z akcją w mandze/anime >< Ogólnie to opowiadanie jest porypane i bezsensu, ale to tam XD Plus: kursywa = myśli, *** = zmiana narratora.
-Cholera..! – mój głos rozbrzmiał w ciemności. Nie
wiedziałem gdzie jestem, ani co gorsza – gdzie jest mój pan.
Ostatnim co pamiętałem było
spadanie. Nie zdążyłem go złapać zanim oboje pogrążyliśmy się w mroku.
Poszedłem w głąb szukając
czegokolwiek. Po chwili marszu niczym ślepiec wymacałem ścianę Była ona półokrągła, zimna i mokra, a w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Ruszyłem
dalej wołając mojego pana. Może tu jest,
tylko nieprzytomny..? Albo.. Nie to niemożliwe. Nie on. Po kilku metrach
moja dłoń natrafiła na zwilgotniałe drewniane wrota. Popchnąłem je. Usłyszałem tylko skrzypnięcie i moim oczom ukazała się
niewysoka przepaść do której mogłem łatwo wskoczyć. W stropie pomieszczenia była mała dziura, która dawała trochę światła. Zszedłem na dół. Było tam
mnóstwo piasku, w którym odciśnięte były ślady. Prowadziły one do jasnowłosego
chłopca.
- Gil! - krzyknął Oz i
zaczął biec w moją stronę. Po chwili moje żebra były zgniatane w mocnym uścisku, co oznaczało, że raczej nic mu nie jest. – Wszystko
dobrze? Gdzie jesteśmy?
- Ze mną wszystko w porządku.. i nie wiem. – odpowiedziałem
rozglądając się po pomieszczeniu. Wciąż mogło tu czyhać niebezpieczeństwo. –
Musimy się stąd wydostać..
Chciałem się odwrócić i poszukać jakiegoś ukrytego przejścia albo czegoś, ale blondyn mnie
zatrzymał.
- Stój. To tylko
tu cię nie znajdzie. – wymamrotał nie puszczając mnie.
- Hę? Jakie... to?
– zapytałem zaniepokojony widząc strach w jego oczach.
- To cię szuka..
– powiedział cicho. – ale tutaj jesteś bezpieczny..
Co się stało? Co się z nim dzieje? On i strach.. to do niego
niepodobne. O co mu chodzi? Dlaczego nie chce mi powiedzieć..?
- Nie możemy tu zostać, paniczu. Nic mi się nie stanie..
- NIE! – krzyknął. – Za..zakazuję ci! Masz tutaj zostać..!
Nie chcę by to cię skrzywdziło!
- Ale przecież nie będziemy tu tkwić całą wieczność! – puściły mi nerwy. – Cokolwiek to jest,
jeśli nie chce TOBIE nic zrobić, nie obchodzi mnie! Musimy wra..
Nie
udało mi się skończyć, gdyż Oz pociągnął mnie za kołnierz do siebie i uciszył.
Pocałunkiem. Krótkim, choć dla mnie trwał wieczność.
- Nie chcę żeby ci się coś stało, bo.. ja cię kocham, głupi!
– powiedział.
Sam
stałem jak wryty. Oz.. Mnie.. Naprawdę?
- Pewnie teraz uznasz ze zwariowałem.. Ale proszę, nie idź
stąd. Zostańmy tutaj.. gdzie jest bezpiecznie.. na razie.. oboje.. – ciągnął.
- Dobrze, jeśli tak nalegasz.. – nie chciałem się z nim
kłócić. Blondyn przykucnął pod ścianą a ja wiedząc że nic nie zdziałam
poszedłem w jego ślady.Nie wiedziałem jak mam zareagować na to co się przed chwilą zdarzyło. Nigdy bym nie pomyślał, że on mógłby czuć do mnie coś takiego.. byłem pewny, że jestem po prostu jego najlepszym przyjacielem, nic więcej. Dla mnie Oz jest kimś, na kogo zawsze mogę liczyć, kogo chcę chronić nie zważając na nic..
Wtedy usłyszałem jakiś cichutki szum, który stawał się coraz głośniejszy.. Coś się zbliżało. Zerwałem się na równe nogi. W tak słabym oświetleniu trudno było cokolwiek zauważyć. Przymrużyłem oczy wyszukując źródła przeraźliwego już hałasu.. i nagle wszystko ucichło. Zdezorientowany spojrzałem na Oza. Leżał nieprzytomny na ziemi. Przerażony próbowałem go ocucić, lecz wtedy film mi się urwał.
***
Nie wiem jak straciłem przytomność, pamiętam jedynie hałas i straszliwy huk.
- Ała.. - wymamrotałem. Stałem, a raczej wisiałem opierając się o kamienną ścianę. Przykuty byłem stalowymi kajdankami do sufitu. Czułem silny i zimny uścisk na nadgarstkach oraz kostkach, prawie wszystkie mięśnie na ciele mnie bolały. Znowu spowijał mnie mrok.
Nie minęło wiele czasu kiedy drzwi po drugiej stronie pomieszczenia otworzyły się. Przymknąłem oczy, gdy oślepiło mnie wlatujące światło. Ktoś wszedł do środka zamykając za sobą wrota. Po chwili obcy zapalił świeczkę oświetlając tym samym swoją twarz.
Przede mną, w długim płaszczu z kapturem stał Gilbert. Przez parę sekund cieszyłem się, że mnie znalazł, jednak gdy popatrzyłem w jego oczy, to uczucie znikło.Malowało się w nich szaleństwo. Czyste szaleństwo. Gdybym mógł, cofnąłbym się, jednak uniemożliwiała mi to ściana oraz kajdanki.Wiedziałem już, że to go dopadło.
- G-Gil? Powiedz proszę, że mnie słyszysz..- wyjąkałem z nadzieją, że to się nie dzieje naprawdę.
W odpowiedzi dostałem jedynie pasujący do jego oczu straszliwy uśmieszek. Byłem już pewny, że to przejęło nad nim kontrolę. Czarnowłosy zaczął sunąć w moją stronę. Podszedł do mnie i chwycił brutalnie dłonią za mój podbródek nie przestając się uśmiechać.Próbowałem krzyczeć, lecz on oblizał się perwersyjnie i wpił się w moje usta.Zamknąłem mocno oczy, prędzej z bólu niż rozkoszy. Przygryzł moją dolną wargę, a ja poczułem metaliczny smak własnej krwi. Całował mnie agresywnie, jedną ręką przytwierdzając do ściany za włosy.
Ta 'zabawa' szybko mu się znudziła.Z kieszeni płaszcza wyjął srebrny nożyk. Przejechał nim powoli po moim torsie rozcinając ubrania i skórę. Syknąłem czując jak szkarłatna ciecz wypływa z rany.
- Przestań! - krzyknąłem, gdy kolejne krwawe ślady zaczęły pojawiać się na moim ciele. - Proszę cię, przestań!
Ostrze w ręku Gilberta się zatrzymało, a on odwrócił się i podszedł do szafki, na której stała świeca. Otworzył pierwszą szufladę i wyjął z niej knebel z kulką oraz czarną skórzaną opaskę na oczy.
- Co ty chcesz zrobić..?! - tylko tyle zdążyłem powiedzieć, nim zatkał mi usta. Po chwili straciłem również możliwość widzenia czegokolwiek przez lodowatą opaskę.
Nie wiedziałem co zamierza. Byłem skazany na jego wolę, całkowicie bezbronny.
Poczułem na sobie zimne ręce, o dziwo bez nożyka, sunące od mojej szyi by następnie zacisnąć się na sutkach. Drażnił je jednocześnie jednocześnie gryząc moje ucho. Wiłem się pod jego dotykiem, więc przycisnął mnie on mocniej do ściany. Drobne nierówności muru boleśnie wbijały mi się w plecy. Kiedy przestałem się opierać, Gilbert poszedł, a ja mogłem chwilę odetchnąć. Ponownie usłyszałem charakterystyczny dźwięk otwierającej się szuflady. I trzask. Wrócił.
Ściągnął ze mnie ubranie. Zostałem całkiem nagi, przyodziany jedynie w przedmioty, które sam mi założył. Znowu dotknął mojego rozgrzanego ciała, tym razem bezpośrednio dobierając się do mojej męskości. Chwycił ją mocno wbijając paznokcie. Kiedy zaczął poruszać ręką, mnie oblała fala gorąca. Zrobił to coraz szybciej, a ja wygiąłem się w łuk dając mu dostęp do szyi. Zaczął ją ssać i przygryzać zostawiając wszędzie czerwone ślady. Gdzieniegdzie sączyła się z nich krew, a on ją zlizywał. W końcu doszedłem mu w rękę. Oddychałem łapiąc dużo powietrza jak tylko mogłem przez nos.
Czułem na sobie jego wzrok i mógłbym przysiąc że uśmiecha się z psychopatycznym uśmieszkiem.Odwrócił mnie tyłem do siebie, nachylając twarzą do ściany. Usłyszałem klik i brzęczenie.
Czarnowłosy przystawił mi wibrator do jąder. Poczułem niesamowitą przyjemność, pozwalającą mi choć trochę zapomnieć o bólu na całym ciele.Nie dał mi się długo nacieszyć tym uczuciem, gdyż prawie od razu przejechał urządzeniem na moją dziurkę. Nadział mnie na nie bez przygotowania, prawdopodobnie do końca. Wydałem z siebie zduszony okrzyk. Czułem się rozrywany od środka, a on dodatkowo brutalnie drapał moje plecy. Miałem wrażenie, że chwila ta trwała całą wietrzność, nim ból powoli zaczął ustępować przyjemności. Gil poruszał szybko ręką w której trzymał przyrząd, a ja jęczałem, choć przeszkadzał mi w tym knebel. Wkrótce ponownie doszedłem. Zmęczony opadłem, a on w końcu ściągnął mi opaskę i knebel. Wtedy poczułem przenikliwy ból w okolicach brzucha. Plunąłem krwią.
Dźgnął mnie nożem.
Ostatkami sił odwróciłem się w jego stronę. Ujrzałem jak sam przykłada sobie nóż do gardła, a następnie upada zakrwawiony na ziemię. Łzy nadal same leciały mi z oczu..
A mnie ponownie pochłonął mrok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz